Ahhh nareszcie zaczęły się jakieś ciekawe projekty na uczelni. Pierwszy jaki mam do zrobienia tyczy się OpenGL. Prowadzący dał nam zupełną swobodę w doborze tematu, więc teoretycznie mogę napisać cokolwiek z użyciem tej biblioteki. Dlatego pomyślałem, że skoro już mam coś zrobić, to zrobię coś ciekawego. Padło na grę FPS! Brzmi bardzo groźnie, ale to będzie coś myślę na poziomi starusieńkiego Wolfensteina. Na razie trwają intensywne prace. Pomału w wirtualnej przestrzeni zaczynają pojawiać się jakieś obiekty, zaczynają zachodzić różne zjawiska i interakcje, ale wszystko jest jeszcze we wczesnej fazie rozwoju. Na szczęście sukcesywnie posuwam się do przodu i myślę, ze w ciągu dwóch tygodni powinienem skończyć.
Zawsze jak biorę się za jakiś nowy projekt to pochłania mnie to bez reszty. Programowanie zawsze było dla mnie niezwykle satysfakcjonującym, ale i strasznie absorbującym zajęciem. Cały czas chodzę i myślę: “a jaki algorytm tu zastosować”, “a jak rozwiązać ten problem”, “a jak poprawić ten błąd” itd. I za każdym razem gdy uda mi się pokonać jakąś trudność, z dumą patrzę na swoje dzieło, które niemalże “żyje” w pamięci komputera. Tworzyć, to cudowne uczucie
Tak cholernie się cieszyłem, że już pomału idzie wiosna! Coraz częściej wychodzi słońce. Momentami jest ciepło i przyjemnie. Na krzaczkach pojawiają się nieśmiało pąki i inne pierdoły. A tu co? ŚNIEŻYCA! Akurat teraz gdy za chwilę, będę musiał iść na uczelnie! Jeszcze wieje jak cholera do tego! KUR**!!!
Dzisiejszy dzień był jak chiński sos - w pięciu smakach. Poszedłem z rana na uczelnię (proforma) zobaczyć wyniki. Poddałem się już dawno, więc bez względu na wynik olałbym to całkowicie.
A potem spotkanie z Nim. Wspólny obiad, chwila rozmowy, szybki wypad na miasto…
O godzinie 17:00 na dworcu PKP zatrzymał się pociąg. Jeden z wielu, które codziennie przyjeżdżają i odjeżdżają, z i do nikomu nie znanych odległych miejsc. Z pociągu wysiadł chłopak. Rozejrzał się wokół i wypatrzył Go w tłumie ludzi. Na jego twarzy pojawił się spontaniczny delikatny uśmiech. Znowu są blisko…
Stało się. Przestał być odległym majakiem i przybrał realną formę, której nie mogę już dłużej kwestionować. O dziwo jestem wyjątkowo spokojny. Byłem dzisiaj w kościele. JA! Zatwardziały ateista, byłem pierwszy raz od długiego czasu w kościele. Co prawda na koncercie, ale zawsze to “dom Boży”. Muzyka, przepiękne miejsce, chwila refleksji, zawsze działało to na mnie bardzo wyciszająco. Nawet mimo tego, że wśród muzyków był On, a na widowni nasz “gość”. W sumie to cieszę się, że na świecie jest o dwie samotne osoby mniej. To dobre i piękne. Mimo iż po raz kolejny to piękno nie jest moim udziałem.
A za chwilę czeka mnie randka z Paulem Coelho. Zawsze chciałem przeczytać “Demon i panna Prym”. Więc dlaczego nie teraz? Postanowiłem przestać odkładać wszystko na “potem”, żęby potem nie żałować zmarnowanego czasu.
Co tu dużo pisać. Chyba udupiłem tę poprawkę. Przyznam się, że niespecjalnie już mi zależało. Byłem nawet skłonny w ogóle do niej nie podchodzić, tylko po to, żeby nie mieć już nic więcej do czynienia z tym człowiekiem. Poszedłem tam tylko po to, żeby inni się nie czepiali. Nawet się nie starałem. I wiecie co? DOBRZE MI Z TYM! (Jejq kiedy ja się tak zmieniłem?)
Pierwszy dzień zajęć w nowym semestrze. Wrażenia totalnie mieszane. Najpierw wykład z narzędzi informatyki, gdzie śmieszny pan o ksywie “fraktal” próbował opowiedzieć o grafice 3D, a w sumie skończyło się na tym, że nieudolnie referował budowę ludzkiego oka przez 1,5 godziny. 5 godzinne okienko. Jeżyk angielski na którym były tylko 3 osoby. I wykład z prawdziwym Japończykiem (pochodzę z prowincji i takie rzeczy ciągle są dla mnie atrakcją), który gdy przeszedł już do wyższej matematyki zapomniał nam powiedzieć, o czym tak naprawdę będziemy rozmawiać przez najbliższe 5 tygodni. Więc jeśli tak to będzie wyglądać przez najbliższe pół roku to ja wysiadam
No i jutro poprawka… Tyle osób za mnie trzyma kciuki, a nauczony doświadczeniem wiem, że nie ma to żadnego znaczenia…