Wycisk

Wczoraj byłem z Nim na rowerach. W zasadzie moja druga przejażdżka odkąd skończyło się lato. I cóż mogę powiedzieć… nie skompromitowałem się całkowicie, jakoś (nie wiem jak) wytrzymałem to tempo jakie On mi narzucił. Nie chciałem wyjść na mięczaka, więc zacisnąłem zęby i w skupieniu pedałowałem. Generalnie przejechać mogę bardzo daleko, pod warunkiem, że jadę swoim własnym tempem. Jeśli choć trochę przekraczam tą granicę to jest kwestią kilku minut kiedy opadnę z sił. Tak też się stało, po przejechaniu 40 km tego morderczego maratonu nogi bolały mnie jakbym miał nimi za chwilę urodzić kaktusa. Ale nie poddałem się i z tego jestem k**** dumny! Jest to dla mnie jakąś wskazówką, że czeka mnie jeszcze sporo pracy nad moją kondycją, ale na szczęści kończy się zima ;-)

Wodnik Szuwarek

120 basenów kraulem! Jestem z siebie dumny jak paw. Pływam od niedawna w sumie, a już widzę postępy. Co prawda zajęło mi to 1,5 godziny, ale nie zrażam się. Siły miałem na więcej, ale zwyczajnie zaczęło mi się już nudzić w wodzie. Teraz dopiero czuję ile przepłynąłem :P Taka opóźniona reakcja organizmu. Jest to dla mnie wskazówką, że muszę pływać intensywniej i trochę powalczyć z wodą, bo skoro przez półtorej godziny nie zdyszałem się nawet to znaczy, że pływam za wolno. No a poza tym nie stać mnie, żeby tyle płacić za basen :-P

A jutro na basen idę z Nim.

Obudź się!

Kilka dni przed wigilią zobaczyłem zdjęcie snowboardzisty uciekającego przed lawiną i tak w przypływie natchnienia ze zdjęcia powstało to: