marzec 23, 2008 @ 8:50 pm (All)
Tags: serce
Nadeszła nieubłaganie niczym śmierć. Była nie do powstrzymania niczym lodowiec. Nienawidzę ją i kocham jednocześnie i to z tych samych powodów. Dlaczego? Bo tak na prawdę jako człowiek pozostaję zwierzęciem i moje ciało reaguje na koniec zimy tak samo jak organizm królika, czy psa. Bo któż z nas nie zakochuje się na wiosnę? Mi zdarza się to regularnie. Rozgrzewam się wiosną, by spłonąć ostatecznie latem, ostygnąć jesienią i pogrążyć się w arktycznym lodzie na zimę. I teraz właśnie cały cykl zaczyna się od początku. Zakochałem się. Uczucie samo w sobie jest zawsze dobre, ale to okoliczności w jakim występuje sprawiają, że staje się tak nieznośne. To tak jakby powiesić Mona Lisę na głowicy nuklearnej. Dalej jest piękna ale w tych okolicznościach będzie siać więcej spustoszenia niż czaru. Mimo to ten dreszcz jaki się czuje patrząc na tę drugą osobę, to ciepło przy każdym jej uśmiechu jest warte późniejszych cierpień. A zatem przyjdzie mi spłonąć po raz kolejny. Adios!
Comments
marzec 11, 2008 @ 7:21 pm (All)
Tags: myśli, serce
Historia lubi się powtarzać. W moim przypadku powtarza się po raz już czwarty. Pierwszy raz w gimnazjum. Potem 3 lata spokoju. I już trzeci raz odkąd jestem na studiach. Nie wiem czy człowiek może przeżyć takie stężenie. 3 razy w ciągu półtora roku. To wychodzi średnio raz na 6 miesięcy. To stanowczo za dużo.
Ostatni raz zaczął się niedawno. Czuję, że jeszcze nie przekroczyłem tego krytycznego punktu poza którym nie ma się już na nic wpływu i ciało, umysł, dusza i serce są spętane i podporządkowane tylko jednemu. Czuję, że jeszcze jestem na tym etapie, w którym rzeczy płyną w danym kierunku bo im na to pozwalam (może nawet im pomagam). Dlaczego więc nie zaprę się i nie powstrzymam tej lawiny póki jeszcze mogę to zrobić? Może świadomie dążę do tego chaosu, bo towarzyszące mu uczucia są mi tak dobrze znane? Może już nie potrafię inaczej? Jak mówią słowa pewnej piosenki: “Yeah you bleed just to know your alive.” Może to jest właśnie mój sposób na monotonię życia. Bo czy cierpiący może się nudzić? Chyba nie. Tylko szczęśliwi się nudzą.
1 Comments
marzec 9, 2008 @ 6:52 pm (All)
Tags: myśli, serce
Jechali już kilka godzin samochodem. Rozmowy ucichły już jakiś czas temu i słychać było tylko jednostajny warkot silnika. Mąż prowadził w skupieniu a ona chciała się zdrzemnąć. Obróciła się na chwilę do tyłu i zobaczyła ich mocno przytulonych. Już spali, albo tylko udawali. Kiedy parę miesięcy temu syn jej o wszystkim powiedział, była nie tyle rozczarowana co przestraszona. Bała się o swoje jedyne dziecko, że będzie miało trudniej, że będzie musiało stawiać czoła różnym problemom i że może sobie nie poradzić z tym wszystkim. Ciągle kołatała się jej w głowie myśl, że może to jednak nie prawda, że może mu się wydaje. Wszelkie gdybania zostały przerwany, gdy syn przedstawił im tego chłopaka, który jechał właśnie z nimi samochodem. Z początku była bardzo nieufna, ale ze wszystkich sił starała się tego nie okazywać. Teraz gdy tak patrzyła przez chwilę na nich, zrozumiała, że jej obawy były nieuzasadnione. Nie wydarzyło się żadne zło i pierwszy raz odkąd sięgała pamięcią jej syn był na prawdę szczęśliwy. I poczuła to przyjemne ciepło na sercu.
Mąż spoglądał na nią kontem oka i na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech gdy zobaczył że im się przygląda. Uroczy widok, pomyślał. Miał ich w końcu cały czas w lusterku.
Comments
marzec 8, 2008 @ 4:48 pm (All)
Tags: serce
Lampa solna dawała słabe, ale niesamowicie ciepłe światło. Gdyby choć trochę migotała, do złudzenia przypominało by ono płomień świecy. Wszystko było skąpane w pomarańczowej poświacie. Leżał na swoim łóżku, w rozkosznie pasiatej piżamie i oczy miał skierowane na lampę, tak że w Jego oczach żarzyły się dwa węgielki. Twarz miał lekko uśmiechniętą, a oczy nad wyraz spokojne. Zawinięty w pościel zdradzał już oznaki senności, powieki powoli mu opadały, by po chwili zamknąć się całkowicie, ale delikatny uśmiech i spokój nie z niknęły z jego twarzy. Potem była już tylko ciemność i delikatny szum jego oddechu.
“Sometimes there’s so much beauty in the world I feel like I can’t take it …”
A ja mogłem tylko przyglądać się temu z oddali…
Comments
marzec 2, 2008 @ 12:30 przed południem (All)
Tags: blog, czas, ludzie, serce
Uwielbiam wracać na stare śmiecie. Zawsze odczuwam to jako swego rodzaju mistyczną podróż do świata, który całkiem niedawno porzuciłem, a od którego bardzo szybko się odzwyczaiłem (jeśli nie zapomniałem, ale to chyba zbyt mocne słowo). Było już ciemno kiedy autobus zajechał na opustoszały dworzec. Wysiadłem, rozejrzałem się dookoła i każdy brudny, ciemny i obdrapany zakamarek zdawał się szeptać sennie “Witaj z powrotem”.
Po chwili na dworcu pojawił się mój przyjaciel. Nie widzieliśmy się chyba całą wieczność. Ostatnimi czasy za każdym razem jak odwiedzałem rodzinne strony jakoś nigdy nie było okazji, żeby się spotkać, choćby na chwilę, ale teraz mieliśmy cały wieczór tylko dla siebie. Miło było zobaczyć, że nic się nie zmieniło, zupełnie jakbym się nigdy nie wyprowadził.
Zaskoczeniem było dla mnie, że mój przyjaciel odnalazł to miejsce. I gdy się o tym dowiedziałem uderzyła mnie jedna rzecz, że ktoś zadał sobie bezinteresownie jakiś trud z mojego powodu. Jak to on powiedział: “Śledzę cię ciągle z ukrycia”. Było to jak balsam na moją duszę gdy w tym całym osamotnieniu wielkiego miasta, cały czas była gdzieś tam osoba, która o mnie myślała. I nage jakoś wszystkie moje problemy, te które przeżywam głęboko w sobie i nikt z mojego otoczenia o nich nie wie, stały się nieco łatwiejsze do zniesienia. Dziękuję Ci.
Teraz skoro to miejsce zostało tak szybko odkryte, to przestało być intymne. To tak jak jesteśmy sami w łazience i stoimy przed lustrem. Jedni przy tym robią głupie miny mimo iż wiedzą, że nie są zabawni, inni coś śpiewają mimo iż wiedzą, że można by tym zburzyć mur chiński, inni napinają swoje mięśnie mimo iż wiedzą, że nie zaimponowałyby one nawet anorektykom, ale to jesteśmy tylko sami ze sobą i przez tą krótką chwilę zamknięci tylko i wyłącznie w naszym prywatnym świecie, w którym każdy może być Rowan’em Atkinsonem, Stingiem czy Arnoldem. Przez chwilę jesteśmy sam na sam ze sobą, ale gdyby obok stał ktoś, nawet jeśli byłby to najlepszy przyjaciel, to nie odważylibyśmy się na żadną z tych rzeczy. A nawet jeśli to byłoby o przepuszczone przez filtr o nazwie “ktoś mnie przecież widzi”. I nagle to samo lustro nie odbijałoby już nas samych tylko obraz jaki pokazujemy światy. To miejsce miało być dla mnie właśnie takim lustrem, ale skoro ktoś stoi obok to boję się, że obraz nie będzie już prawdziwy. Decyzję zostawiam Tobie. I tak prędzej czy później dowiesz się o wszystkim w bardziej konkretnych szczegółach, a zamiast podglądania mnie z ukrycia wystarczy zapytać się co u mnie.
Dzięki też za wysłuchanie. Potrzebowałem tego.
Comments
luty 26, 2008 @ 11:46 pm (All)
Tags: ludzie, migawka, myśli, serce
On powiedział, że są problemy. Jakie nie wiem. Ale moją naturalną reakcją był uśmiech (dobrze, że On tego nie widział). Czy to czyni ze mnie złego człowieka? W końcu nie mam złych intencji i nie chcę krzywdy dla nikogo. Z drugiej jednak strony nie można niczego zbudować pałając chęcią zniszczenia. Ja pałam, mimo dobrych intencji. Tak, jestem złym człowiekiem.
1 Comments
luty 24, 2008 @ 5:23 pm (All)
Tags: ludzie, serce
Najbardziej w życiu właśnie lubię takie nieoczekiwane rzeczy jak wczoraj. Nie widziałem się z K. chyba jakieś pół roku. Po tym wszystkim co działo się latem i wcześniej chyba żaden z nas nie chciał zbyt szybko odnawiać tej znajomości. W międzyczasie było może parę smsów, kilka trywialnych rozmów na gg, a tu nagle bum “Wpadnij do mnie do pracy, pogadamy.”
Nie dość że miałem świetną wycieczkę (dawno nie byłem na południu od centrum. Tamtejsze dzielnice mają w sobie jakiś taki staromiejski klimat) to jeszcze spotkałem się z nim. Teraz już wiem, że kompletnie do siebie nie pasujemy (czy ja do kogokolwiek pasuję?) i nie moglibyśmy się ze sobą dogadać, ale mimo to ma w sobie coś takiego, co sprawia, że poszedłbym za tym człowiekiem w ogień. Dobry, prostoduszny, wesoły, z takim figlem w spojrzeniu, … mógłbym tu książkę napisać. To już 9 miesięcy odkąd znalazł to czego ja nie mogę znaleźć od 5 lat. Ale to dobrze. To wspaniały człowiek i zasługuje na to co ma. A co do mnie, to mam jeszcze trochę czasu przed sobą. Może i do mnie szczęście się uśmiechnie.
Comments
luty 22, 2008 @ 10:09 pm (All)
Tags: czas, książki, myśli, serce, uczelnia
Dzisiejszy dzień był jak chiński sos - w pięciu smakach. Poszedłem z rana na uczelnię (proforma) zobaczyć wyniki. Poddałem się już dawno, więc bez względu na wynik olałbym to całkowicie.
A potem spotkanie z Nim. Wspólny obiad, chwila rozmowy, szybki wypad na miasto…
O godzinie 17:00 na dworcu PKP zatrzymał się pociąg. Jeden z wielu, które codziennie przyjeżdżają i odjeżdżają, z i do nikomu nie znanych odległych miejsc. Z pociągu wysiadł chłopak. Rozejrzał się wokół i wypatrzył Go w tłumie ludzi. Na jego twarzy pojawił się spontaniczny delikatny uśmiech. Znowu są blisko…
Stało się. Przestał być odległym majakiem i przybrał realną formę, której nie mogę już dłużej kwestionować. O dziwo jestem wyjątkowo spokojny. Byłem dzisiaj w kościele. JA! Zatwardziały ateista, byłem pierwszy raz od długiego czasu w kościele. Co prawda na koncercie, ale zawsze to “dom Boży”. Muzyka, przepiękne miejsce, chwila refleksji, zawsze działało to na mnie bardzo wyciszająco. Nawet mimo tego, że wśród muzyków był On, a na widowni nasz “gość”. W sumie to cieszę się, że na świecie jest o dwie samotne osoby mniej. To dobre i piękne. Mimo iż po raz kolejny to piękno nie jest moim udziałem.
A za chwilę czeka mnie randka z Paulem Coelho. Zawsze chciałem przeczytać “Demon i panna Prym”. Więc dlaczego nie teraz? Postanowiłem przestać odkładać wszystko na “potem”, żęby potem nie żałować zmarnowanego czasu.
Comments
luty 21, 2008 @ 10:36 pm (All)
Tags: migawka, serce
On jest zajęty. On jest zajęty. Muszę to sobie powtarzać jak mantrę… On jest zajęty. On jest zajęty.
Comments
luty 21, 2008 @ 10:34 pm (All)
Tags: książki, serce
Książkę przeczytałem wczoraj. Chciałem ten post napisać zaraz po przewróceniu ostatniej strony, ale uznałem, że lepiej ochłonąć trochę i pisać na spokojnie. Nie popełnię tutaj recenzji, bo jak wielokrotnie mi udowadniała moja polonistka z Liceum mam tyle wspólnego z literaturą co Gołota z boksem. Niemniej jednak muszę gdzieś umieścić swoje wrażenia z tej książki nawet jeśli nikt nie miałby ich przeczytać. Wobec “Samotności … ” to byłby wręcz nietakt gdybym tego nie zrobił.
Tyle wrażeń, tyle emocji, że nie wiem nawet od czego zacząć. Książka o miłości. Tej prawdziwej, która się zdarza się tylko raz w życiu, tej o której rozpisywali się poeci i dramatopisarze od stuleci. Jest to dokładnie ta sama miłość mimo iż jej świadkami, zamiast tajemniczych zaułków, romantycznych polan, balkonów, czy innych, są zimne piksele na ekranie monitora. Taka o której każdy w głębi duszy marzy. Wątpię czy w tych wszystkich romansidłach od Danielle Steel, które w sumie mogłyby onieśmielić najgrubsze encyklopedie udało się zawrzeć chociaż cząstkę tego co Wiśniewski stworzył na ledwie 300 stronach.
Utwór jest bardzo fragmentaryczny. Oprócz zapierającego dech w piersiach wątku głównego mamy całą mozaikę epizodów. Co kilka stron autor raczy nas niezwykłą opowieścią z życia ludzi, na których, przypadkiem lub nie, trafiają główni bohaterowie. I tak poznamy niezwykły dramat księdza i zakonnicy, którzy ulegli zakazanemu uczuciu jak i historię lekarza, który ukradł mózg einsteina. Wszystkie te epizody tworzą niezwykle piękną, różnorodną i bogatą mozaikę która jest tłem dla największej (moim zdaniem) historii miłosnej naszych czasów. Tutaj narody nie walczą o piękną Helenę, nie muszą, opisywane w książce uczucie jest wystarczająco epickie. Nie potrzeba Achillesów, bogów i tysięcznych armii. Wystarczą dwa komputery i kawałek drutu…
Niezwykle frustrującym dla mnie jest fakt, że tak niesamowitą wrażliwością w opisywaniu tego co ponoć “nie można wyrazić słowami” wykazał się mężczyzna. Czytając na przemian śmiałem się i zalewałem łzami. Przeczytawszy ostatnie zdanie chciałem cisnąć książką o ścianę, a potem zamknąłem się w łazience żeby trochę ochłonąć. Chyba żaden facet nie wzbudził we mnie tyle emocji co Wiśniewski. I za to mu się należą podziękowania. Dziękuję zatem.
Comments