Wesołe jest życie.

Zawsze mnie dziwiło jak patrzyłem na ulicy, czy w tramwaju na tych wszystkich starych ludzi. Każdy ma jednakowo smutne zgaszone oczy. Patrzą gdzieś w przestrzeń pogrążeni czy to we wspomnieniach czy to w codziennych troskach. Zastanawiałem się dlaczego tak jest. Może to dlatego, że każdy z nich dorastał i wychowywał się w ciężkich czasach. Gdzie życie było szare, przepełnione strachem, a w jesieni życia nikogo za nic nie czekała żadna nagroda, tylko poniżenie, osamotnienie i niepewna przyszłość. Nim się zorientowali, świat wyprzedził ich i eony, a  w tym wieku nikt nie ma już sił, żeby kogokolwiek lub cokolwiek gonić. Nagle współczesność zaczęła ich przerastać, więc pozostali gdzieś tam w przeszłości, patrząc na nią przez mgłę i stare okulary. Dlatego gdy patrzą na moje pokolenie cieszę się jakie mamy szczęście. Żyjemy w spokojnych czasach, względnego dobrobytu, wciąż przyspieszającego postępu i z nieograniczonymi możliwościami. Dlatego wydaje mi się, że będziemy pokoleniem wesołych staruszków. Ale to sie stanie na długo po tym jak zamknie się ostatnia para smutnych, zamglonych oczu.

Lustro

Uwielbiam wracać na stare śmiecie. Zawsze odczuwam to jako swego rodzaju mistyczną podróż do świata, który całkiem niedawno porzuciłem, a od którego bardzo szybko się odzwyczaiłem (jeśli nie zapomniałem, ale to chyba zbyt mocne słowo). Było już ciemno kiedy autobus zajechał na opustoszały dworzec. Wysiadłem, rozejrzałem się dookoła i każdy brudny, ciemny i obdrapany zakamarek zdawał się szeptać sennie “Witaj z powrotem”.

Po chwili na dworcu pojawił się mój przyjaciel. Nie widzieliśmy się chyba całą wieczność. Ostatnimi czasy za każdym razem jak odwiedzałem rodzinne strony jakoś nigdy nie było okazji, żeby się spotkać, choćby na chwilę, ale teraz mieliśmy cały wieczór tylko dla siebie. Miło było zobaczyć, że nic się nie zmieniło, zupełnie jakbym się nigdy nie wyprowadził.

Zaskoczeniem było dla mnie, że mój przyjaciel odnalazł to miejsce. I gdy się o tym dowiedziałem uderzyła mnie jedna rzecz, że ktoś zadał sobie bezinteresownie jakiś trud z mojego powodu. Jak to on powiedział: “Śledzę cię ciągle z ukrycia”. Było to jak balsam na moją duszę gdy w tym całym osamotnieniu wielkiego miasta, cały czas była gdzieś tam osoba, która o mnie myślała. I nage jakoś wszystkie moje problemy, te które przeżywam głęboko w sobie i nikt z mojego otoczenia o nich nie wie, stały się nieco łatwiejsze do zniesienia. Dziękuję Ci.

Teraz skoro to miejsce zostało tak szybko odkryte, to przestało być intymne. To tak jak jesteśmy sami w łazience i stoimy przed lustrem. Jedni przy tym robią głupie miny mimo iż wiedzą, że nie są zabawni, inni coś śpiewają mimo iż wiedzą, że można by tym zburzyć mur chiński, inni napinają swoje mięśnie mimo iż wiedzą, że nie zaimponowałyby one nawet anorektykom, ale to jesteśmy tylko sami ze sobą i przez tą krótką chwilę zamknięci tylko i wyłącznie w naszym prywatnym świecie, w którym każdy może być Rowan’em Atkinsonem, Stingiem czy Arnoldem. Przez chwilę jesteśmy sam na sam ze sobą, ale gdyby obok stał ktoś, nawet jeśli byłby to najlepszy przyjaciel, to nie odważylibyśmy się na żadną z tych rzeczy. A nawet jeśli to byłoby o przepuszczone przez filtr o nazwie “ktoś mnie przecież widzi”. I nagle to samo lustro nie odbijałoby już nas samych tylko obraz jaki pokazujemy światy. To miejsce miało być dla mnie właśnie takim lustrem, ale skoro ktoś stoi obok to boję się, że obraz nie będzie już prawdziwy. Decyzję zostawiam Tobie. I tak prędzej czy później dowiesz się o wszystkim w bardziej konkretnych szczegółach, a zamiast podglądania mnie z ukrycia wystarczy zapytać się co u mnie.

Dzięki też za wysłuchanie. Potrzebowałem tego.

Słodko-kwaśnie

Dzisiejszy dzień był jak chiński sos - w pięciu smakach. Poszedłem z rana na uczelnię (proforma) zobaczyć wyniki. Poddałem się już dawno, więc bez względu na wynik olałbym to całkowicie.

A potem spotkanie z Nim. Wspólny obiad,  chwila rozmowy, szybki wypad na miasto…

O godzinie 17:00 na dworcu PKP zatrzymał się pociąg. Jeden z wielu, które codziennie przyjeżdżają i odjeżdżają, z i do nikomu nie znanych odległych miejsc. Z pociągu wysiadł chłopak. Rozejrzał się wokół i wypatrzył Go w tłumie ludzi. Na jego twarzy pojawił się spontaniczny delikatny uśmiech. Znowu są blisko…

Stało się. Przestał być odległym majakiem i przybrał realną formę, której nie mogę już dłużej kwestionować. O dziwo jestem wyjątkowo spokojny. Byłem dzisiaj w kościele. JA! Zatwardziały ateista, byłem pierwszy raz od długiego czasu w kościele. Co prawda na koncercie, ale zawsze to “dom Boży”. Muzyka, przepiękne miejsce, chwila refleksji, zawsze działało to na mnie bardzo wyciszająco. Nawet mimo tego, że wśród muzyków był On, a na widowni nasz “gość”. W sumie to cieszę się, że na świecie jest o dwie samotne osoby mniej. To dobre i piękne. Mimo iż po raz kolejny to piękno nie jest moim udziałem.

A za chwilę czeka mnie randka z Paulem Coelho. Zawsze chciałem przeczytać “Demon i panna Prym”.  Więc dlaczego nie teraz? Postanowiłem przestać odkładać wszystko na “potem”, żęby potem nie żałować zmarnowanego czasu.

Ekspedycja

Ciężko powiedzieć, kto czyj świat dzisiaj odwiedził. Ale skłaniałbym się ku temu, że On mój. Mieliśmy 5 godziny, a czas po prostu przemknął niczym chwila. Przyznam, że wpadłem trochę w panikę, gdy ma się tak ważnego gościa, a ma się mu niewiele do pokazania. Ale coś Go tu musiało przyciągnąć, więc może nie jest tak źle.

Mam niesamowitą skłonność do interpretowania rzeczywistości tak, by odpowiadała moim oczekiwaniom. Popularnie nazywamy to okłamywaniem samego siebie, a ja bardzo skutecznie sobą manipuluję. Dlatego Jego niespotykane zainteresowanie i ilość czasu jaką poświęca mi idealnie pasowały do moich pragnień, mimo iż wiem, że jego intencje są zgoła inne. Ale myśl, że może jednak, po tylu latach, że może w końcu będę mógł zatrzymać zegar, który nieubłaganie odlicza czas. Lecz dzisiaj padły słowa, subtelne,wyważone, ale mocne jak espresso, w których obliczu już żadna interpretacja nic nie zdziała. Może jeszcze nie jest za późno żeby zawrócić? Z drugiej jednak strony ja chyba kocham powtarzać te same błędy.