Niedawno miałem bardzo sugestywny sen. Nie pamiętam zbyt wielu szczegółów, ale w ogólności chodziło o to, że… uciekłem do Japonii. O dziwo w moim śnie okazało się to bardzo proste. Wystarczyło wziąć trochę pieniędzy, kupić bilet na samolot i spalić za sobą mosty. W rzeczy samej od zawsze skrycie marzyłem o takiej ucieczce. Po prostu wziąć parę drobiazgów, trochę gotówki i ruszyć w nieznane już na zawsze. Moje życie zawsze było strasznie przewidywalne. Przedszkole, podstawówka, gimnazjum, liceum, studia, praca, emerytura, śmierć. Zupełnie jakby ktoś je z góry zaprojektował. Czasami mam ochotę złamać ten schemat, wywrócić wszystko do góry nogami i zacząć wszystko od zera… gdzieś indziej. Poszukać szczęścia w innej przestrzeni, wśród innych ludzi, w innych rzeczach. Wiem, że ten sen się nigdy nie ziści, ale podsunął mi kilka ciekawych pomysłów. Ale o tym SZA! Bo się nie uda.