Od bardzo dawna chciałem przeczytać tę książkę skuszony wcześniejszą lekturą Alchemika i ciekawą notą redakcyjną. I chyba oczekiwałem za wiele. Owszem jest to książka dobra, ale nie porwała mnie w żadnym razie.
Książka opowiada o mieszkańcach maleńkiego miasteczka Viscos. Pewnego dnia do tej spokojnej i pełnej skromnych lecz uczciwych ludzi przybywa nieznajomy i składa mieszkańcom propozycją. Jeśli w ciągu tygodnia zostanie w Viscos zamordowany człowiek, wówczas dostaną 11 sztabek złota, które pozwolą uratować miasto przed wymazaniem z mapy świata. I tak spokojna mieścina staje się poligonem na którym stoczą bitwę, dwie przeciwstawne siły: Dobro i Zło.
Viscos jest przesycone starymi legendami i opowieściami, którymi wciąż żyją jego obywatele. Sama opowieść przypomina legendę, gdyż wśród bohaterów pojawiają się tylko dwa imiona, zaś większość postaci jest określana np. burmistrz, ziemianin, ksiądz, kowal… Nadaje to uniwersalnego charakteru całej opowieści i podobnie jak w innych książkach Coelho otrzymujemy swego rodzaju baśń. Lecz o ile w tradycyjnej baśni dobro zawsze zwycięża to autor wprowadził tutaj straszliwy zamęt. Wprost postawił pytanie, czy człowiek jest z natury dobry i zły i chyba jedynym wnioskiem okazało się to, że ludzie nawet gdy postępują dobrze, to nie z faktu bycia dobrymi, lecz ze strachu przed karą. Padło więc na trzecią możliwość, nie są ani dobrzy, ani źli tylko tchórzliwi.
Od razu rzucił mi się w oczy ten specyficzny styl Coelho, trochę grafomański, trochę nazbyt dosłowny. Jestem osobą, która nie lubi dosłowności. Wolę jak pewne rzeczy dyskretnie mi się sugeruje, nie nazywa ich po imieniu. W “Demonie i pannie Prym” można było wręcz zobaczyć między wierszami Anioły i Demony walczące o dusze mieszkańców. Podobnie jak i tematyka książki nie płynie z treści, lecz jest wprost określona, “Postaram się odpowiedzieć na pytanie…”. W sumie byłaby to idealna lektura szkolna. Nie trzeba się domyślać, co autor chciał przez to powiedzieć. Wszystko mamy jak na tacy. Owszem tematyka ciekawa, prowokująca do własnych rozważań, ale czytanie samej książki nie jest żadnym wysiłkiem.
Także uczucia mam mieszane, choć w ostatecznym rozrachunku wszystko wypada na plus.
Alcia powiedział(a),
marzec 10, 2008 @ 1:48 pm
Zadano nam te ksiązkę jako lekuturę obowiązkową