Spotkanie z przeszłością.

Najbardziej w życiu właśnie lubię takie nieoczekiwane rzeczy jak wczoraj. Nie widziałem się z K. chyba jakieś pół roku. Po tym wszystkim co działo się latem i wcześniej chyba żaden z nas nie chciał zbyt szybko odnawiać tej znajomości. W międzyczasie było może parę smsów, kilka trywialnych rozmów na gg, a tu nagle bum “Wpadnij do mnie do pracy, pogadamy.”

Nie dość że miałem świetną wycieczkę (dawno nie byłem na południu od centrum. Tamtejsze dzielnice mają w sobie jakiś taki staromiejski klimat) to jeszcze spotkałem się z nim. Teraz już wiem, że kompletnie do siebie nie pasujemy (czy ja do kogokolwiek pasuję?) i nie moglibyśmy się ze sobą dogadać, ale mimo to ma w sobie coś takiego, co sprawia, że poszedłbym za tym człowiekiem w ogień. Dobry, prostoduszny, wesoły, z takim figlem w spojrzeniu, … mógłbym tu książkę napisać. To już 9 miesięcy odkąd znalazł to czego ja nie mogę znaleźć od 5 lat. Ale to dobrze. To wspaniały człowiek i zasługuje na to co ma. A co do mnie, to mam jeszcze trochę czasu przed sobą. Może i do mnie szczęście się uśmiechnie.

Napisz komentarz